• Wpisów: 13994
  • Średnio co: 5 godzin
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 23:03
  • Licznik odwiedzin: 110 495 / 3482 dni
 
jamniczek-pl
 
Pani M. luźno wstrzyknęła. Wydawało się, że kolejne, podane w domu, również pójdą luźno.

Myliłam się.

W poniedziałek Opaki miały dostać kolejną dawkę Tylovetu. Pierwszą dostały w czwartek.

Wzięłam przygotowane igły z substancją, poprosiłam Mamę o pomoc... a to coś nie chce wyleźć.

Trzymałam leki w innym pokoju, tam, gdzie jest chłodniej i odizolowane od promieni słonecznych.

Kiedyś, kiedy podawałyśmy antybiotyk zwykle był rzadkim płynem. A ta "zawiesina" nijak nie chciała przejść do strzykawki, co dopiero pod skórę Stworzenia.

Wymęczyłam Mike'a, Zakowi dałam już spokój.

W czwartek jedziemy na umówioną konsultację, oczywiście od razu powiem jak sprawa wygląda(ła).

Nie dostały antybiotyku w swoim czasie więc mogą się na niego uodpornić.
Tego się obawiam.
Pani M. zadecyduje co dalej.

Mama przytrzymywała Mike'a, próbowałam Mu chociaż część wstrzyknąć. Odrobina poszła, ból zapewne spory, to jakby mąkę z niewielką ilością wody zmieszać i próbować wycisnąć... i to pod skórę.

Nie możesz dodać komentarza.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować ten wpis.