Krótkie opowieści etc.  

jamniczek-pl
 
Stałyśmy przed lustrem.

Ona w koszulce, ja w dżinsach. Bose stopy. Lustro było czyste, widziałyśmy wszystko. Przylgnęłam do niej mocniej, usłyszałam powolne wydmuchiwanie powietrza. Płomień dla mózgu, dla ciała.

Podniosłam koszulkę i przez chwilę byłam zaniepokojona wystającymi żebrami; wygięła się, spokojnie. Zresztą jej zapach, sposób, w jaki obejmowała moją głowę, kark,  chcąc mnie, działały jak opium.
Otumaniona i prowadzona.

Kiedy delikatnie dotknęłam jej piersi odchyliła głowę, nie byłam w stanie rozpoznać, co mówi. Szeptała, szemrała, mruczała. Położyła głowę na moim ramieniu. Była bezpieczna.

Muskałam jej piersi, łagodnie masowałam. Sutki, naprężone, czekały na dotykanie palcami, później językiem. Lizałam, ssałam, podgryzałam jednocześnie dotykając. Była w amoku.

Ja też.

Odchyliła głowę.



Więcej nie napiszę.
 

jamniczek-pl
 
W: - Witaj.
Maciej: - Witam.
W: - Mogę? (zerknął na stołek przy oknie, nie chciał siadać na łóżku, zapewne tam się spuszczał jego klient).
M: - Tak, jasne. Chcesz kawy?
W: - Nie, dziękuję.

Włodzimierz zerknął na drzwi. Nie wiedział, czy go obserwują, ale musiał to zrobić.

Wyjął z torby pistolet i przystawił Maciejowi pomiędzy oczy:

W: - To ty zabiłeś mojego szczura?
M: - Czy pan zwar...
W: - Ty to zrobiłeś? Zabiłeś mojego szczurka?
M: - Ja nie wiem o czym...


Gołębie odleciały. Szarym murem wstrząsnęło.

W kilka chwil otworzyli drzwi. O kilka chwil za późno.

--

Wyprana z krwi pościel czeka by przykryć kolejną osobę.
 

jamniczek-pl
 
... zaczął się nie tylko w głowie.

Adwokat powołany z urzędu miał przepustkę.

Adwokat: - Włodzimierz. Cieśla. Adwokat. Czy mogę się widzieć z moim klientem?
Szef: - Prosto, w lewo, znów prosto. Gdyby coś było nie ta...
A: Wiem wszystko.
S: - A zatem zna pan drogę.

Dwóch stróży było przy nim aż do krat.
Jeden z nich wstukał kod, brama się otworzyła.

Trzask.

Zamknęła.

Kolejny trzask.

Włodzimierz szedł sam. Ludzie krzyczeli, jęczeli: "No chodź tu, wyrucham cię dogłębnie!", "Kawałek krwi, kawałek krwi? Masz kawałek krwi?", "Daj się wciągnąć.", "Dawaj mi swoje włosy, chodź tu tu skurwysynie!"

Nie reagował.

Szedł powoli. Bez rozglądania się.

Wszedł do jamy lwa.
 

jamniczek-pl
 
Lekarka nie była w stanie przyjmować kolejnych pacjentów. Przełożyła wizyty na inne terminy. Wyszła tak szybko, że zapomniała zdjąć fartuch. Ludzie w autobusie patrzyli na nią ale miała w sobie tyle myśli... patrzyła na nich jak na wariatów.

"Co się z nią stanie?" myślała, powoli nalewała sobie wódkę do szklanki od piwa. Pokroiła cytrynę, pomyślała "Bez sensu." - wrzuciła połówkę.

Rano w kuchni zobaczyła dwie butelki. Mąż w delegacji. Mąż w delegacji. Chyba, prawda?

Agata po wyjściu od niej stawiała znajomym szkła.
I śmiała się.

Śmiała.
Pokaż wszystkie (11) ›
 

jamniczek-pl
 
Nie stała, ale zasiadała przed wyrokiem sądu.

- Mam dla pani przykrą wiadomość. Cierpi pani na nieuleczalną chorobę.
- Jaką dokładnie?
- Mukowiscydozę.
- Jest zupełnie nieuleczana?
- To nie tak, źle się wyraziłam, przepraszam.

Agata ze spokojem patrzyła w oczy, na usta i kadry ruchów dłoń lekarki.

- Dzięki drenanżowi, diecie i wita...
- Chwila. Ile mi pani daje? Rok? Miesiąc? Trzy lata?
- Czemu pani o to pyta?
- Ile przeżyję bez zmiany stylu życia?
- Ciężko powiedzieć, ale...
- Ile?!
- Niech się pani uspokoi...
- Czy pani nie rozumie o co pytam?
- Rozumiem, ale...
- Ile przeżyję bez, jak wy to tam nazywacie, ingerencji lekarza i takich tam?!
- Miesiąc... rok...

Lekarka spojrzała na nią jak na wariatkę.

Agata musnęła jej oczy własnymi i spytała:

- A zatem, dajmy na to, mam pół roku życia przed sobą.
- Można powiedzieć.. nie... więcej... dużo...

Agata cisnęła: - I umrę za pół roku jeżeli nie zgodzę się na ten cały drenaż i zmianę tego, co jem, co kosztuję, będę sypiała z mężczyznami i kobietami i tak dalej?
- Ale...

Agata oparła się o krzesło i spojrzała wprost w oczy lekarce.

- Ale?
- Dlaczego pani nie chce... Co dwudziesty mieszaniec Europy jest nosicielem tego genu!
- Jeszcze żyję.
- Ale nie wiadomo jak długo, ja chcę pani po...

Agata wstała, doszła do drzwi, chwyciła klamkę.

Zanim wyszła powiedziała:

- Dziękuję pani doktor. Jest pani wspaniałą osobą.

Zamknęła drzwi za sobą.
  • awatar Louve: Czy to jest twoje opowiadanie, bo ja sie przejelam ;-] Dziwne to troche... jest chora, wiadomo, ze bez zmiany diety i tego, co radzi lekarz, zle sie poczuje, a moze i umrze... i nie chce nic zrobic dla siebie... Az sypianie z kimkolwiek nie ma nic do rzeczy...
  • awatar jamnick: @Louve: za mało przeczytałam, nie wiem. Tak, to opowiadanie. Co do tego co napisała DarkAngel: na krótkie dystansy czasem się "sprawdzam". Nie dla mnie długie. Może kiedyś? Nie wiem.
  • awatar Louve: @jamnick: pisz pisz, ja poczytam:-)
Pokaż wszystkie (5) ›
 

jamniczek-pl
 
Schowała rewolwer pod łóżko (nie śpi z mężem, pod swoje łóżko schowała), pogotowie zabrało Aleksa. Śmierć Franciszka stwierdzono na miejscu.

Ona została zabrana najpierw na obserwację kliniczną - psychiatrzy i psychologowie, później została zamknięta.

Dziećmi opiekują się babcia i dziadek.
 

jamniczek-pl
 
Drzwi skrzypnęły. Powinien je dawno naoliwić. Powinien coś z tym zrobić do jasnej cholery.

Spał jak dziecko. Tylko przy tym skrzypnięciu jakby odganiał muchę. Bardzo delikatnie.
On był delikatny w życiu. Przez sen...

Spodenki, które mu dała na 62. urodziny. W nosorożce. Takie przechodzące w kolor #66CCFF*. Nie lubiła tych odcieni, ale nosorożcom pasowały jak ulał. Nie wiedzieć czemu. Życie jest dziwne.

Stanęła nad nim i patrzyła się na jego twarz. Lekki zarost, nieco potu na czole, włosy rozmierzwione, sięgające poza uszy. Nos prosty, duży. Usta otwarte, nie do końca pełne, ale nie "zawzięte". Brwi jak rozgwiazdy - przykuwały wzrok każdej osoby. Nie, nie że pięciokątne. Takie silne i rozrastające się.

Biała koszulka.

Zmokła na czerwono.


Szybko pobiegła do Oli i Aleksa. Ola się obudziła, Aleks przebudzał. Jeden i drugi strzał. Nie miała pewności. Trzeci.

Wyszła, zamknęła drzwi.

W przedpokoju mieli lustro. Zobaczyła obcą osobę. Nie miała jej oczu. Miała jej usta, policzki, uszy, włosy. Nawet ubranie.

- Pierdol się! - wykrzyczała do lustra.

Przyłożyła broń do skroni. Osuwała się pod ścianą.

Usłyszała: "Mamo, Aleks nie oddycha, mamo!"

Nie rozumiała. Przecież strzeliła dokładnie... a może...

Rzuciła broń, pobiegła do pokoju dzieci. Ola nie miała żadnego postrzału. Zadzwoniła po pogotowie tuląc Aleksa. Nie wiedziała, co z ich tatą. Nie mogła odejść od dzieci, nie mogła przestać myśleć, co z Franciszkiem.

Czy on żyje?
Czy to omamy?
Czy jestem chora?

Wszystko jej się plątało, ale najważniejsze było tulenie Aleksa i Oli, która kwiliła.

Pomyślała o rewolwerze.

Nie mogła go teraz zabrać. A przecież pogotowie jedzie.



*fonty.pl/kolory.htm
 

jamniczek-pl
 
To dość krótka opowieść. Kto z Was chce - ten przeczyta.

-*-

Wyszła, jak co rano, na targ z warzywami i owocami. Miała ekologiczną torbę. Ekologia to podstawa.

Kupiła marchewki do rosołu, który miała zamiar ugotować po południu. Kurczak tkwił jak rzęsa w oku w zamrażalce. I seler. I jabłka. Ziemniaki. Cebula była w domu, bez sensu kupować.

Widziała w serialach, że z (u)porem maniaka każdej osobie wracającej z zakupów por wystaje z torby. Polskich i zagranicznych. Serialach, nie porach. O różnych porach. Kupiła go. Z zieleniną truchtała niespiesznie do domowych pieleszy.

W pewnym momencie przystanęła. Na słupie zobaczyła przyczepioną plastrem kartę z napisem: "Tania broń. Wszystko legalnie. Zapraszamy."

Nie czuła się zaproszona. Nie wierzyła, że to legalne. Jak broń bez zezwolenia może być legalna?

Wyrwała numer telefonu i wróciła do domu.

Zrobiła kanapki Oli i Aleksowi. Drugie imię wybrał jej mąż. Kłóciła się, nie bardzo, nie stanowczo, ale kłóciła; twierdziła, że to przecież takie zagraniczne imię jest. Celebrytami nie są, to bez sensu, chciała mu dać na imię Michał. Franek się uparł. Dobrze, niech będzie Aleks. Ale przez "ks" na końcu.

Z torby wyjęła wszystko. I natknęła się na wyrwany numer telefonu z dopiskiem "Broń".

W ciągu pół godziny dowieźli jej rewolwer, tak zwany "obrotowiec". Rewolwery przechodzą do historii. W XXI wieku mamy broń skuteczniejszą, poręczniejszą. Chciała rewolwer. Jak mawiają: nasz klient - nasz pan.

-*-

Ciąg dalszy nastąpi za jakiś czas.
 

jamniczek-pl
 
Szedł po torach cicho, z wolna. Starał się omijać kamienie, co było całkowicie niemożliwe. Zapatrzony w jeden z nich po chwili podniósł go z torów i rzucił w bok.

Zapalił papierosa.
Miał dwa ostatnie.

Zaciągając się szedł i obserwował światła lamp. Reflektory. Silne uderzenie mocy w czerni. Szedł jak lunatyk. Zgasił niedopalonego papierosa podeszwą czarnego, skórzanego buta sięgającego poza kostkę.

Spojrzał na zegarek. 04:32. Nie ma wstępu do nikąd. Ma wstęp wszędzie. Poskrobał trzydniowy zarost i szedł dalej.

Ta trwająca w odsieczy pustka stawała się nie do zniesienia. Był sam, był wolny, był, w jego mniemaniu, nikim. Nie raz wymiotował do kibla kiedy spojrzał wcześniej w lustro.
O ile zdążył trafić.

Telefon zadzwonił po raz szósty przed 23.00. Nie odebrał. Nagrana wiadomość: "Przyjęliśmy pana do odtwórcy drugoplanowej roli w filmie, prosimy o odzew".
Nie odsłuchał.

Szedł niezmiennie wolnym krokiem, wpatrzony we własną bezradność. Kolejne kamienie, zgrzytanie pod butami. Zegar i serce tykały jak zawsze.

Zobaczył dwa światła. Szedł w ich kierunku myśląc logicznie: "Nie zdąży zahamować. Nie zdąży."

Światła zbliżały się z oddali, delikatnie, cios po ciosie, jakby to wszystko zaprojektował architekt strachu.

Zobaczył coś.

Nie, to nie było coś.

Przed światłami mignął ciemny, jednocześnie jaskrawy blask.

Zaczął biec.

Biegł tak szybko, że zapomniał po co tu przyszedł, czemu, gdzie jest. Ważny był tylko ten cień, ten blask. Uderzył rękoma o kamienie, podniósł się, nie miał czasu na otrząsanie, biegł.

Dwanaście metrów dalej był przy kobiecie. Młoda, z posklejanymi włosami i wytartą twarzą. Złapał ją za ramiona i rzucił się razem z nią poza tory.

Pociąg przejechał obok dwanaście sekund później, około dwóch metrów obok nich.

-*-

Pięć tygodni później.

-*-

- Smakuje ci?
- Tak. Dziękuję.
- Masz ochotę na dokładkę?
- Nie... nie, dzięki. Ale wiesz, fajki mi się skończyły.
- Nie masz żadnej?
- Mam jedną.
- Tak jak wtedy.
- Tak jak wtedy.
- Chodź, wyprowadzimy go na spacer i kupimy po drodze.
- Jasne.

.
 

jamniczek-pl
 
Siedział z kamienną twarzą, wyjął cygaro. Przyglądał mu się z każdej strony. Odpalił.

- A zatem przejdźmy do konkretów. Napastował panią?
- Powtarzam panu, on mnie zgwałcił!

Dym z cygara unosił się przez lufcik jednocześnie otulając powietrze.

- Dlaczego miałbym pani wierzyć?
- Wie pan co...? Czy iść na policję czy do pana - na jedno wychodzi.
- Chwilka.
- Nie ma chwilki. Traktujecie mnie jak szmatę z lumpeksu a on...
- Niech się pani uspokoi i usiądzie.
- Nie będzie, kur*a, uspokajania się i nie będzie siadania! Gdzie ja mam iść do ciężkiej cholery?!

Wybiegła.

Zapomniała torebki.
Leżała na krześle.
Fioletowo-biała, delikatna.

I nie wiedziała, że przez przypadek, w tę straszną noc, kliknęła "nagrywaj".

A on nie wiedział, że potrafi otworzyć cudzą torebkę. Nigdy tego nie robił.

Ale pchało go coś ze zdwojoną siłą.

Kiedy zobaczył telefon odtworzył film...

“Jestem idiotą" - powiedział na głos i wbił oczy w zdjęcie swojej żony. "Skończonym idiotą.”



Pochylił się nad biurkiem i zaczął wybierać jej numer.
 

jamniczek-pl
 
Chciałam dowiedzieć się - a tego się nigdy nie dowiem - ile jest homoseksualistów wśród nas.

I wpadłam na poniższe odpowiedzi na jednym z portali:

- "W społeczeństwie spotkałam trzy osoby z takim problemem (w odstępie kilku lat)."
- "Ludzi z roznymi zaburzeniami jest duzo i  bedzie jeszcze wiecej."

-*-

Uwaga.
Przetorować rzekę.
Wsiadamy na tratwę i płyniemy przed siebie.
- Jesteś z nami?
- Jestem, szukam wody.
- Przecież jest pod nami.
- Do picia. Ty walnięta jakaś? Nie wiem kto cię tu zaprosił?!
- Aha! (Mina spaniela, który złapał patyk). Sama się wprosiłam.
- No to jak zwykle źle nie będzie. Będzie tak, że pan Maurycy od dupy strony zasiał...
-...chciałabym się wtrącić.
- Dobra, jedziemy na północ, wal.
- Zasiał, ale zebrał ziemniory.
- Co kur... (szelest wody)?!
- Ziemniory.
- Dobra, robimy tak. Ty idziesz tam, widzisz? Siądź i ani słowa o "ziemniorach".
- Ale że czemu?
- Wiesz, nawet nie wiem. Mam w uszach wodę, wszystko się pieprzy a ty mi o ziemniorach, jak ja mam być spokojny?
- Właściwie to racja. Grunt to nawigacja - i ze śmiechem udałam się w spokojne miejsce, skąd mogłam obserwować rekiny krążące wokół tratwy.

Podpłynęły jeszcze bliżej i oglądałam ich lśniącą skórę.
Słońce.
Lśniły niczym.
Piękne.
Ostatni wpis w księdze był z poprzedniego dnia.
Bez rąk i głowy pozostałam na deskach.

Lśniły niczym.
Piękne.
  • awatar Uśmiech traktorzysty3: Nie rozumiem dlaczego homoseksualizm jest problemem alvo zaburzeniem
  • awatar jamnick: @Uśmiech traktorzysty3: Nie Ty jedna. Ale wielu nadal tak uważa.
Pokaż wszystkie (2) ›
 

jamniczek-pl
 
*Przeniesiony* część I.

Ławka przyciągała go jak magnes. Nie mógł wstać. Chciał, ale ilekroć próbował ściągała go siła magnesu.
Oczy podkrążone, napuchnięte powieki, suche usta. Rozejrzał się.

Jedna z ławek w alejce parkowej. Oświetlona mglistymi łzami z latarni. Cholernie bolała go głowa. Cholernie. Spojrzał w dół i zobaczył cztery puszki po piwie i dwie butelki po wódce.

"Kurwa..." - tyle zdołał wycedzić jego mózg w stronę całego organizmu.

Ruszył ręką, jedna butelka pusta, druga pełna w 3/4. Ostatkiem sił podniósł ją i wlał w gardziel ostry płyn. Za pierwszym razem się udało. Drugie podejście było gorsze. Zwymiotował na spodnie.

Chciał wstać. Chciał iść do domu. Jednak magnes ciągnął. Opadł.

Siedział może dziesięć, może dwadzieścia minut. Oglądał siebie. Czarny płaszcz, niebieska koszula w jakieś zygzaki, krawat z jedwabiu zapewne - tak przypuszczał maczając w nim swoje palce ledwo dotrzymujące kroku rozkazom płynącym spod czaszki - i obrzygane dżinsowe spodnie oraz mokasyny.

"Co ja tu do licha robię?..." - pomyślał, gdy zobaczył cień wyłaniający się zza drzew.
  • awatar Lunatyk: i czekam na ciąg dalszy:)
  • awatar jamnick: @Lunatyk: Chciałabym przeprosić za to popełnione wykroczenie. I stwierdzić, że ciągu dalszego to badziewie mieć nie będzie. Nie wiem co mnie w ogóle naszło.
  • awatar Lunatyk: @jamnick: czemu badziewie?
Pokaż wszystkie (5) ›
 

jamniczek-pl
 
Julian odpalił drugą fajkę i przyglądał się zajściu.

Kobieta zaparkowała wóz w miejscu dla inwalidów. W turkusowej sukience, krótkim, modnym w zaczynającym się sezonie płaszczu i na obcasach odsłaniających palce wiła się jak połoz perski wokół własnego terytorium. Machała rękami jakby ktoś ją okradł. Widział, że kobieta nie popuści Straży Miejskiej.

- Diabła to warte. A może nie? - Julian zaśmiał się sam do siebie nie zwracając uwagi na babkę o krągłych kształtach i bardzo szczupłych kulach i "menadżerze" w przykrótkich spodniach i ze zbyt dużą ilością żelu we włosach.
Szturchnął palcami kiepa na chodnik i ruszył w stronę kłócących się ludzi.

Wyrósł zza niej jak krzak zza lilakiem. Przewyższał kobietę o co najmniej dwadzieścia centymetrów.

- Marysiu, czemu nie powiedziałaś, że jedziemy do twoich stryjów? Mamy mało czasu, sama wiesz!

Kobieta spojrzała za siebie i zobaczyła mężczyznę w białej koszuli, pod krawatem, na całość zarzucony najpewniej francuski płaszcz. Może angielski...? Patrzyła na niego widocznie zbyt długo, licząc w sekundach, ponieważ Strażnik odezwał się:
- A zatem zaparkowała pani na...
- Proszę pana - przerwał mu Julian głosem nie znoszącym sprzeciwu. - Jedziemy do bliskich mojej żony. Zaparkowała tutaj ponieważ nam się spieszy. To moja wina. Ja mówiłem, żeby szybko znalazła miejsce. Chcieliśmy kupić owoce i jakiś tort. Jeżeli to kłopot zapłacę za wszystko.

Strażnik spojrzał na niego z ukosa, kobieta nie powiedziała ani słowa, chwila milczenia.
- Niech państwo odjadą. Byle szybko.

Julian wyciągnął dłoń po kluczyki. Dała je. Otworzył jej drzwi od strony pasażera a następnie wsiadł za kierownicę.
Uśmiechnął się.

Ruszył.

___


CDNąstąpi być może.
  • awatar gość: (18-20 May, 2011, Warsaw, Poland). Again Paweł Czerski and Damian Wielgosik (organizers of the Front Trends 2010 Conference) prepared high-level front-end ennfercoce. As before on FT, with names that requires no
Pokaż wszystkie (1) ›
 

oskar31
 
lukasz wisniewski: Witajcie!mam nadzieje ze poznam u ludzi ktorzy czasami maja tak jak ja lubia pofantazjowac....o....s
 

jamniczek-pl
 
Z jednej strony był deptak, tak zwany deptak. Deptak. Deptano po nim jak po R. za młodu.

Jedni d(r)eptali rozglądając się trochę przestraszonym a jednocześnie upadającym, przekrwionym spojrzeniem. Spoliczkowani dodatkowo przez ranną temperaturę. Ona się zagoi, oni nie mieli na to czasu. Gdzieś spożywczy, gdzieś monopolowy, gdzieś musi być...

Drudzy powłóczyli stopami albo przeciwnie, niemal biegli, nastawiali kołnierze u marynarek, kurtek,  płaszczy. Byli sami albo w parach. Obejmowali przestrzeń, obejmowali swoje połowy. R. obserwował to ranne ruszenie.

Siedział na wilgotnej ławce. Patrzył, jadł wzrokiem i czekał. Zimne deski dobrze działały na jego chorobę hemoroidalną. Czuł przyjemny chłód. W gruncie rzeczy lepszy oswojony wilk aniżeli nieoswojone hemoroidy.

Kiedy K. podszedł natychmiast go objął. Cisza i ciepło ciała K. przesiąknęły go bardziej niż wilgoć. Stali tak przez około minutę.

Cofnął się.

R: - Mam.
K: - To dobrze, kiedy?
R: - Pojutrze, tam gdzie zwykle, 04:30.
K: - Nie wiem czy znów to zrobię. Nie wiem czy dam ra...
R: - Kurwa mać! K.! Mam wszystko co trzeba. Damy radę, nie zostawię cię tylko pamiętaj o zasadach.

R. odwrócił się i ruszył do swojego mieszkania. K. za nim wołał na co R. przyspieszył kroku.

Wiedział, że K. nie przyjdzie.

Wiedział, że zostanie sam.

Ale w jego idealnym planie nie było ubytków tak, jak w jego zębach. Wszystko dopięte na ostatni guzik. Wszystko wykupione, sprawdzone, rozłożone. Wszystko.


Spojrzał na swój tatuaż. Uśmiechnął się. Zaparzył herbatę. Parzył jedną z najlepszych herbat na całym Mokotowie.
 

jamniczek-pl
 
- Szliśmy razem. Ja i on. We dwoje szliśmy.
- Po co?
- Nie wiem. Mieliśmy strzelby, naiwność dziecka i krew na rękach.
- Czyją krew?
- Leżała sarna. Próbowaliśmy ocalić jakoś. Ale ona nieżywa była.
- I co dalej?
- Szliśmy dalej.
- Dokąd?
- Nie wiem. Niech pan porozmawia z dyżurną.
- Dziękuję za wywiad.
- A ja za mikrofon wielkości rzepy przy twarzy i oświetlenie.
 

jamniczek-pl
 
- Pani sprawa nabrała rozgłosu. Czy mogę zadać pani kilka pytań?
- Właściwie nie protestuję, niech pan pyta.
- Czy sprawa została osądzona?
- A tak, osadzona, tak.
- Nie, proszę pani: osądzona.
- A nie, to nie. Sąd wymigał się od osądzenia tej sprawy.
- Jak to: wymigał?
- Zwyczajnie. Ten pan tam, na podwyższeniu i w takim ubraniu na Saharę ale trochę za ciemne a nawet za bardzo, ja się nie znam, no to on puknął młotkiem ze trzy razy i powiedział, że rozprawa odroczona.
- Czemu?
- Bo ja wiem... pan panie, pan mnie nachodzi, niech pan dotknie mojej ręki, pan dotyka, bez skrępowania, no! - sucha, prawda? Nie jadłam śniadania, jestem wysuszona do cna. Po co mnie pan i w jakim celu mnie pan tak natarczywie wypytuje?
- Ponieważ przyzwoliła pani na rozmowę. I  chciałbym dodać, że to pani zgłosiła zaginięcie i zażądała procesu...
- I żeby od razu robić z tego takie wielkie aj waj?
- Chodzi nam, czyli stacji dla której pracuję, o dotarcie do źródeł.
- Źródło mamy jedno, przed domem. Sześć metrów pan idzie, bierze...
- Proszę pani, nie o takie źródło chodzi. Źródło całego zarzewia.
- Zagrzebia? Kto zagrzebia... kto za...
- Nie, nie, nie, źródła.
- No to już panu...
- To może w inny sposób: czemu pani przyszła z tym do sądu?
- Bo moja sąsiadka to pinda.
- To się wykreśli. Czemu jest negatywną osobą?
- Ukradła mi robaka.
- Słucham?
- Robaka. Mąż wziął wydłubał, padało więc wylazły, przyniósł, schował i mówi, że na ryby będzie.
- I pani chce powied...
- Ja nic nie chcę prócz sprawiedliwości! Krystyna mi ukradła robaka!
- ....
- Co?
- ... Nie, nic.
- Do widzenia się z panem. Krystyna wisi mi robaka.
  • awatar .Kia: Nadaje się na pierwszą stronę Faktu.
  • awatar jamnick: @.Kia.: Aż tak źle?
  • awatar .Kia: Dobrze napisana scenka której fabuła doskonale nadaje się na pierwszą stronę niżej wspomnianego magazynu. Mnie się nie pytaj czy to dobrze czy źle, ja się nie znam :D
Pokaż wszystkie (4) ›
 

jamniczek-pl
 
- W takim układzie, jakikolwiek układ by to nie był, zapraszam cię do zagrania w szachy.
- W szachy? - zdziwiła się i spojrzała na nią jak na cudzoziemkę, która z niejasnego powodu chce być obywatelką właśnie tego państwa.
- Tak, w szachy. Słodzisz?
- Ja... w jakim sensie?
- Herbatę. Słodzisz?
- A tak, tak, poproszę dwie kostki.
- Nie ma sprawy. Dwie kostki.

Podała, po czym poszła do drugiego pokoju po drewniane, pachnące XIX wiekiem, szachy.

- Wiesz, jak się w to gra?
- Nie za bardzo. A tak serio to... nie wiem. Boję się, że nie dam rady.
- Dasz radę. To zupełnie nieszkodliwe. Ani dla mnie, ani dla atmosfery, nawet dla społeczeństwa! - zażartowała.

Widząc jej oczy, które zmieniły się w zastraszone, piękne szmaragdy:

- Żart. To był żart.
- To dobrze. Myślałam, że się ze mnie nabijasz.
- Skądże.

Rozstawiła szachy.

Po czym westchnęła:
- Tu są pionki. Przepraszam na chwilę.

Wstała i zapaliła papierosa. Delikatnie uchyliła drzwi na balkon. Zaciągnęła się w kompletnej ciszy może ze cztery razy. Zgasiła.

Kontynuowała.
- Tu są pionki. Najmniej ważne. Dlatego stoją z przodu.
- Skoro nie są ważne: czemu tu są?

Spojrzała na nią.

Jej twarz przypominała... nie przypominała nikogo, kogo znała do tej pory. Nie było wspomnień, nie było projekcji. Cudowne. Wrażliwa i bystra. Wrażliwa, piękna i bystra. Świadoma, wrażliwa i bystra.

- Masz rację, nie wiem po co tu stoją.

Wstała nagle i wyszła do kuchni.

Wracając wzięła ze sobą tasak do mięsa.
  • awatar ikselka: niby niewinne a jednak...
  • awatar .Kia: Jamnick to Twoje?? intrygujące
  • awatar Mi corazon: skąd to?
Pokaż wszystkie (7) ›